» Blog » Czemu Polcon 2007 ssie?
10-09-2007 20:01

Czemu Polcon 2007 ssie?

W działach: Zrzędzenie, Konwenty | Odsłony: 3

Disclaimer: Poniższy punkt widzenia może być zaburzony tym, że autorowi zdarzyło się być organizatorem konwentu, wielokrotnie być w obsłudze czy prelegować, uczestniczyć w konferencjach naukowych oraz pomagać przy ich organizacji. Również eleganckie przestrzenie Gromady nie są dla niego nowością, gdyż zdarza mu się je odwiedzać mniej lub bardziej regularnie.

 

Mam taki staroświecki i obecnie w dużej mierze zarzucony zwyczaj, że jeśli relacjonuję konwent, to podchodzę do tego dość sumiennie - by mieć jego pełen obraz, staram się odwiedzić wszystkie punkty programu (lub proszę o to znajomych), rozmawiam z uczestnikami konwentu co o nim sądzą oraz z organizatorami co wypaliło i czemu były różne wtopy. Patrząc, że zajmuje to większość konwentowego czasu, który mogę poświęcić na siedzenie w Games Roomie lub udział w konwentowych atrakcjach, nie jest dziwnym że tego nie robię często – zwłaszcza że darmowa wejściówka dawno temu przestała być motywacją. Wobec tego, poniższy wpis w żadnej mierze nie jest relacją z Polconu.

 

 

W dniach 30 sierpnia – 2 września w Warszawie odbył się Polcon 2007. Konwent zapowiadany jako nowa jakość. Już sama miejscówka – Centrum Konferencyjne „Gromada”, znacznie odbiegała od tego, do czego przyzwyczajonych jest większość konwentowiczów. Dla mnie osobiście porządne sale konferencyjne, wietrzone w przerwach, z przygotowanym nagłośnieniem i sprzętem nie są nową jakością, jednak jeśli patrzeć na standard konwentowy – klasa na 30-40 osób, hałas za oknem, duchota i tablica jako jedyna pomoc techniczna, to pewną różnicę można zauważyć.

 

Otwarcie imprezy na osoby ‘z zewnątrz’, od pewnego czasu nieśmiało praktykowane na rozmaitych konwentach, zostało tutaj zastosowane z wykopem  – sala dla dzieci i rozmaite sklepy na Targach Popkultury, zdecydowanie zdeklasowały wcześniejsze konwentowe rozwiązania.

 

Kolejną kwestią, o której warto wspomnieć to nagrody. Większość konwentów stosuje metodę ‘zapchajdziury’, czyli zwycięzcy konkursu wpycha pozycje, która akurat ma od sponsorów. Pech sprawia, że zazwyczaj są one zupełnie niezwiązane z tematyką konkursu, jak choćby przysłowiowe 4-te tomy 5-tej sagi. Czasami próbowane były inne rozwiązania – dopasowanie nagród tematycznie (podręczniki do WFRP na konkursie o WFRP) albo zdobywanie punktów i zamienianie ich na nagrody. Niestety, ta ostatnia opcja zazwyczaj była zarzucana z nieznanych przyczyn i z racji tego nie rozwinięto jej dostatecznie, by usunąć problemy.

Na Polconie zastosowane właśnie zdobywanie punktów, które następnie były wymieniane na nagrody w sklepiku. A jedne i drugie rozdawane były hojnie – przykładowo ja sam, jako posiadacz zaledwie ½ trzeciego miejsca i zwycięzca jednej gry w Games Roomie opuściłem konwent z dwoma dodatkami do WFRP, które chciałem mieć. Dokonując prostego porównania w kwestii nagród Polconu i pewnego innego konwentu, gdzie zająłem premiowane miejsca w 4 konkursach i wyszedłem z stertą przeterminowanych czasopism i naręczem niepotrzebnych książek (średnio 3-cich części cyklu) to mogę spokojnie ocenić system Polconowy jako lepszy.

A patrząc, że nagrody sumarycznie były warte około 70000 złotych, to spokojnie można mówić również o nowej jakości.

 

Również jeśli spojrzymy na frekwencję, zdrowo ponad 2000 osób, to pewną różnicę w stosunku nawet do największych Krakonów, Falkonów czy Teleportów widać – Polcon był ponad dwa razy większy. Jakie problemy logistyczne wynikają z tak dużej liczby ludzi w jednym miejscu to wie chyba tylko ten, kto uczestniczył w organizacji dużej imprezy. Taka osoba wie wtedy, że podczas organizacji imprezy wychodzi mniej lub więcej wtop. Ich liczba zależy bezpośrednio (kwestia statystyki) od tego na ile osób jest impreza, ile osób/grup uczestniczy w organizacji i jak dużo staramy się zorganizować, wykładniczo zaś wzrasta w przypadku, jeśli dochodzą do tego kwestie leżące poza nasza kontrolą – dyrekcja szkoły, drukarnia czy lotnisko na Okęciu.

 

Więc o ile podczas organizowanie spotkania dla stu osób przyjeżdżających z całej Polski może takich nieprzyjemnych kwestii wyniknąć kilka, o tym jeśli robimy spotkanie dla dajmy na to, osób pięciuset, ściągamy część gości z zagranicy, negocjujemy nie ze szkołą a z przyzwyczajonym do dużych imprez hotelem i operujemy nie na 1000 zł a sumie stukrotnie większej, to liczba pomyłek i niedopatrzeń jest znacząco większa.

 

Owszem, niektórych z nich można uniknąć – podwójna kontrola, sprawdzone procedury, egzekwowanie potwierdzeń – wszystko to przykładowe metody stosowane (lub nie – różnie bywa) podczas różnych spotkań. Na Polconie było widać, że niektóre kwestie rozwiązano sprawie, inne mniej sprawie, w jeszcze innych zupełnie dając ciała. Życie. Oraz kwestia tego, że to pierwsza impreza tego typu i doświadczenie w niektórych kwestiach trudno było mieć wcześniej. Warto czasem na to zwrócić uwagę robiąc porównanie pomiędzy czymś, co jest próbowane pierwszy raz i zdarzają się niedopatrzenia, a czymś co jest praktykowane po raz n-ty z rzędu w tej samej formie i cały czas zdarzają się te same niedopatrzenia. Pierwsze świadczy o braku wypracowanych procedur, drugie zaś o zaniedbywaniu obowiązków. I warto by było to wyraźnie rozróżnić czasem, ostrzej piętnując drugie przykłady – bo trudno chwalić za to, że przykładowo przez trzy kolejne lata nie udało się rozwiązać tego samego problemu w sposób satysfakcjonujący. A jak ktoś chce przykładów, to żeby nie szukać daleko niech sobie popatrzy choćby na Krakony.

 

Przypatrzmy się wobec tego bliżej Polconowi – temu co przygotowano i jak to wyszło. Obszerniej zacznę od najbardziej kontrowersyjnego punktu – tego co bulwersowało najwięcej wypowiadających się w necie osób, czyli ceny. 50 złotych za cztery dni konwentu to przecież niesłychane koszta. Doliczając do tego kolejne 15 za noclegi dla pozbawionych znajomych ze stolycy wychodzi nam astronomiczne 65. Oczywiście, jeśli w żaden sposób nie załatwiliśmy sobie zniżki – a były do tego możliwości. Zaś owa olbrzymia suma 65 złotych to tak mniej więcej koszt jednego standardowego konwentu plus dajmy na to pizzy czy wypadu na piwo. Oczywiście wszystko znacznie poniżej kosztów podróży na konwent czy solidnego przygotowania LARPa. Ale kto by się tym przejmował – wydanie pół stówy jest przecież koszmarem, nawet jeśli te same osoby, które narzekały na ową zaporową cenę potrafią wydać więcej podczas jednej przesiadówy w knajpie.

 

Teraz systematycznie postaram się wypunktować (z krótkim uzasadnieniem) plusy i minusy które pamiętam.

 

  • Miejscówka – eleganckie wnętrze, świetne sale konferencyjne, czyste toalety, brak dymu - pod tym względem olbrzymi plus. Pewnie jestem dziwny, ale podobało mi się to bardziej od zadymionych, zdezelowanych kibli z większości konwentów, zalanych/zaćpanych uczestników na krakonowych schodach czy uczestników, którzy wypróżniali się w niewłaściwych miejscach na Falkonie. Bezdyskusyjnie nowa jakość z niewielkim minusem za niewielkie ilości miejsc do posiedzenia i porozmawiania.
  • Nagrody, o których już wspomniałem. Suma robi wrażenie, hojność rozdawania również. Rozdawanie punktów za gry games roomowe jest doskonałym pomysłem, choć dostrzegłem pewne techniczne niedopatrzenie. Po raz kolejny nowa jakość, z minusami za złą dystrybucję nagród – osoby mające punkty pierwszego dnia miały znacznie lepiej, niż te co wydawały punkty w niedzielę oraz zamykanie sklepu z nagrodami o godzinie 20 – czyli przed zakończeniem programu (ludzie z jednodniówkami wygrywający konkurs kończący się o 20 mieliby pewnego zgryza ;) ).
  • Program – wszechstronny, przygotowany, niewiele dziur i errat. Choć słyszałem o sporej liczbie niedopatrzeń, z których największa liczba dotykała blok RPG – w opinii ludzi z którymi rozmawiałem najgorzej przygotowany blok konwentu. O nowej jakości nie ma co mówić, ale to cały czas powyżej standardu. I znacznie więcej pod względem liczby.
  • Games Room – Games Room jak Games Room z jednym wyjątkiem – olbrzymiej sali w której był umieszczony. Dużo miejsca, wygodne (i co ważne – duże) stoliki i znaczny asortyment gier – wszystko to powodowało, że miejsce cieszyło się dużym powodzeniem. Zamykanie o wczesnej porze było minusem, ale nadrabiał to fakt, że można było wypożyczyć gry na noc. Games Room powyżej przeciętnej.
  • Puchar Mistrza Mistrzów – fajna inicjatywa, wymagające logistycznie przedsięwzięcie i kolejna atrakcja (a dla szukających sesji okazja do zagrania paru naprawdę fajnych). Na PMM przygotowane były osobne sale – porządne pokoje, ze stołem, szklankami, wodą i łazienką. Trudno wymyślić sobie lepszą lokalizację. I wyraźnie widać było, że organizatorzy podeszli do PMM poważnie – porównując z zeszłorocznym Falkonem (ze smaczkami w stylu zmiana sali co pół godziny, bo org który ją dał nie porozumiał się z innym, który robił tam LARPa, i tak trzy razy ;) ) widać olbrzymią różnicę – zarówno w podejściu jak i zapewnianych warunkach. Zdecydowanie Polcon pod tym względem zaoferował nową jakość.
  • Rozpoczęcie/zakończenie (plus wręczenie Zajdli) – czyli porządny i przygotowany show w wydaniu Szamana i spółki. Nie do końca podoba mi się takie ‘zachodnie’ podejście do sprawy, ale poważam za profesjonalne wykonanie.
  • Atrakcje i gadżety – torba pełna gadżetów dla każdego uczestnika, trzy występy teatrzyku, sala dla dzieci, osoba w przebraniu Jeża Jeżego, dwie imprezy integracyjne (Paradox Cafe i Proxima), specjalne autobusy, ekipa z CD Projectu, stoiska na Targach Popkultury... kurcze, czegoś takiego nie uświadczyło się do tej pory na żadnym konwencie i są zdecydowanie na plusa. Bezdyskusyjnie nowa jakość.
  • Identyfiktory i informator – solidnie wykonane, czytelne, z miejscem gdzie można się podpisać (co niestety nie jest jeszcze konwentowym standardem). Znów Polcon wychodzi na plusa.
  • Logistyka – tu było bezdyskusyjnie najwięcej wtop. O ile ludzi zakwaterowano w warunkach konwentowych lub lepszych (materac jest lepszy od podłogi), o tym przy tym nie obeszło się bez zgrzytów – zarówno w akademikach (mieszanie pokoi, dawanie klucza każdemu), jak i przy salach zbiorowych (brak obiecanych łóżek polowych/kanadyjek) – niemniej nie z winy organizatorów, którzy o sprawie dowiedzieli się z niewielkim wyprzedzeniem lub po fakcie. Kolejne zgrzyty wyszły przy wyżywieniu – ceny były dość wysokie (5 zł za kanapkę to drogo nawet jak na centrum Warszawy, choć oczywiście w Gromadzie ceny normalnie są jeszcze wyższe), obiecanych bufetów było mniej (tzn. jeden) i przygotowany był średnio (jednego dnia skończyło się piwo sporo przed końcem programu, kiełbaski również szybko znikały z menu), jakiekolwiek inne wyżywienie to albo spożywczak (w sobotę o 16 zamykany) albo McDonalds odległy o dwa przystanki piechotą.

Do tego dochodzą parkingi – na stronie polecano przyjazd samochodowy, jednak na miejscu z zaparkowaniem było różnie. I żadnych informacji na ten temat łatwo uzyskać się nie dało – większości pozostawało parkowanie na osiedlach i dojście z buta. Tutaj zdecydowany minus.

  • Sesje – spotykałem ludzi, którzy wieczorem chcieli w coś zagrać, ale za nic im się nie udawało znaleźć kogoś kto by poprowadził. Brakowało spójnego miejsca, gdzie MG wywieszali by ogłoszenia o prowadzonych sesjach, brakowało informacji że sale przyPMMowe mogą być wykorzystywane do grania, brakowało możliwości zobaczenia kogoś przygotowującego się do sesji i dołączenia się – bo z konieczności ludzie prowadzili zazwyczaj gdzieś na odludziu. Pod tym względem praktycznie nic nie było przygotowane ze strony organizatorów – jedna z niewielu zaniedbanych spraw.
  • Ochrona – widoczna, solidna i kulturalna. Dzięki sprawnej pracy obyło się bez widocznych ekscesów, również w przypadkach niedopatrzeń konwentowiczów (mi zdarzyło się wyjść na żarcie bez plakietki, która została w zamian za grę w Games Roomie) kulturalnie i spokojnie rozwiązywała problem.
  • Akredytacja – niestety zazwyczaj nie radziła sobie z klęską urodzaju uczestników. Powstawały długie kolejki, będące wynikiem zbyt małej ilości obsługujących osób. Tego dało się uniknąć, ale niestety, to akurat jest dokładnie konwentowy standard – trafienie na konwent ze sprawnie działającą akredytacją zdarza się rzadko. Aha – wypadałoby wspomnieć, o rzeczy która zarówno mnie jak i kilka innych osób niesamowicie zirytowała – skoro na stronie wypisuje się „Za niemiłe uważa się zwracanie do rozmówców per "Pan" lub "Pani".”  to należałoby takich podstaw nauczyć obsługę akredytacji. To naprawdę nie jest trudne, a złe wrażenie od rozpoczęcia konwentu od takiego akcentu na długo pozostaje.

 

 

Podsumowując bezdyskusyjnie Polcon 2007 pokazał nową jakość. Równie bezdyskusyjnie było trochę wpadek, których można było uniknąć i innych niedopatrzeń – ale może w przyszłości uda się ich uniknąć. Jeśli w przyszłości Szaman będzie koordynował organizację jakigoś konwent – bezdyskusyjnie się na niego wybieram, bo warto.

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Ezechiel
    Hmm
Ocena:
0
Najlepsze, najbardziej wyważone podsumowanie konwentu, jakie dotychczas widziałem. Wielostronne i możliwie obiektywne. Choć to tylko notka na blogu, poziomem bije wszystkie relacje, które dotychas widziałem.
10-09-2007 21:34
Jeremiah Covenant
   
Ocena:
0
Szczerze mówiąc, nie wiem, czy taki był Twój zamysł, ale zachęciłeś mnie do odwiedzenia Warszawy w przyszłym roku.
10-09-2007 21:51
~Lord Thomas

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
W przyszlym roku Polcon to chyba w Lodzi bedzie...
10-09-2007 22:33
starlift
    Re:
Ocena:
0
W zielonej gorze.
10-09-2007 22:42
Kaleen
   
Ocena:
0
Szczurze, twój styl i trafne spotrzeżenia spowodowały u mnie pozytywne wybuchy śmiechu :)
Aż żałuję, że mnie nie było.
10-09-2007 23:21
vanderus
   
Ocena:
0
Uznanie Szczurze - świetnie napisane. Nic tylko zrobić redakcję i wrzucić na konwentówkę jako drugą recenzję. Co prawda - nie wszystko odpowiada prawdzie :> - ale jest super.

Ale tak między nami, to jest ta gorsza recenzja, bo nie wspomnialeś o mnie. Ale cóż, wybaczam Ci :P
11-09-2007 00:25
Kosteczka
   
Ocena:
0
Wspaniałe podsumowanie, wiele cennych spostrzeżeń, które można wykorzystać przy następnych MASOWYCH konwentach.

Przyszłam tylko w sobotę, postałam troszkę w kolejce, dostałam PUSTĄ ekologiczną torebkę (tu TROSZKĘ się rozczarowałam), którą mam zamiar wykorzystać na zakupoach w hipermarkecie walcząc z jednorazówkami.

Dotychczas pojechałam na tylko jeden konwent - Zahcon 2004 w forcie w Toruniu. W porównaniu z nim Polcon 2007 w Gromadzie to Megaluksus choć było populistycznie, a nie klimatycznie, jak wtedy.

Pomyśleć, ze jeszcze trzy lata temu mogłam zasypiać na podłodze w śpiworze w ponad 20 osobowej sali słuchając na dobranoc o Królu Skwarku z królestwa Patelni. ;-)
11-09-2007 08:58
Fungus
   
Ocena:
0
Zahcon to zupelnie inna kwestia - fort to podstawa ;-)

PS.

A do tego na Polconie zaplacilem po 5 zeta za sale noclegowom a nie bylo lozek tylko materace a i tak spalem u znajomych wiec uwazam ze organizatorzy powinni zwrocic mi piniondze.
Bo po tym jak wydalem 200 zl na przejazd a drugie tyle na zakupy na koie, piwo pizze i inne takie to 15 zl to dla mnie najwazniejsza kwota. Szczegolnie ze mozna bylo przenocowac nie placac bo ochroniz nie pilnowal!
11-09-2007 11:08
Skavenblight
   
Ocena:
0
Szkoda, żeś na bitewniaki nie miał czasu...
11-09-2007 13:01
Puszon
    Szczur
Ocena:
0
fajna relacja (czy jak ją tak zwał).
Miło też przeczytać, że ktoś poza mną ma podobne zdanie na temat tego jak powinno się pisać relacje z konwentów.
12-09-2007 03:23
Ghost
   
Ocena:
0
No i trafiłeś do blogosfery ;)
A relacja, która nie jest relację - bardzo fajna i lepsza od tej która ukazała się oficjalnie :P
12-09-2007 08:17
Szczur
   
Ocena:
0
@Jeremiah Covenant - Wawa to fajne miasto, tylko rzadko są tu konwenty ;) Niemniej mam nadzieję, że zachęciłem cie do odwiedzenia Zielonej Góry (do której sam, po tym Polconie, się wybieram, wbrew wcześniejszym planom).

@vanderus - to nie jest relacja, żeby ją wrzucać jako artykuł. Pod (a raczej nad) czymś takim jako artykułem bym się nie podpisał.

@Skavenblight - na Bazylu postaram się na chwilę zajrzeć na część Mordheimową, bo turniej WZtki zobowiązuje. A tutaj PMM zabrał mi większość czasu.

@Puszon - widać wymierające dinozaury jesteśmy i/lub zbyt dużo konwentów odwiedziliśmy ;)

@Ghost - ale punktów za to nie dostałem ;)

Miło mi, że wpisik się podobał i że zdarzyło się przy nim pośmiać :)
12-09-2007 09:59
Fungus
   
Ocena:
0
Ja nie jestem dinozaurem, a sie z wami zgadzam :P
12-09-2007 10:15
Ezechiel
    Informacja
Ocena:
0
Dla zainteresowanych druga relacja z konwentu. Dłuższa, bardziej szczegółowa. Szczur - dzięki za uwagi pomocne w pisaniu.

http://konwenty.polter.pl/Relacja-druga-Polcon-2007-c12253
12-09-2007 19:46
~ola

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Hej! Serdecznie zapraszam Ciebie oraz innych, na nowe forum o szczurkach www.szczury.my-forum.pl
pzodrawiam
30-01-2008 19:09
vanderus
   
Ocena:
0
wow, forum o Szczurkach - do czego to juz doszlo :-)
31-01-2008 06:45

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.